1

2

3

4

5

 

Przygotować się na wszystko

Jadąc w Bieszczady, trzeba się nastawić na zaskakujące atrakcje. Może się na przykład okazać, że pensjonat położony jest na straszliwym odludziu i do sąsiada i do jakiegoś porządnego sklepu trzeba wędrować lasem nawet pięć kilometrów. Można też odkryć, że woda jest ze studni i trzeba sobie ją samodzielnie pompować. Czasami wprawdzie woda jest w kranie, ale ma straszliwy siarkowy aromat i użycie jej wydaje się ryzykowne. Prąd niekoniecznie jest w nielicznych gniazdkach. Dom skrzypi, a właściciel radośnie oświadcza, że dach powinien wytrzymać jeszcze ten miesiąc. A jednak nie ma co od razu wsiadać do samochodu i uciekać w jakieś elegantsze miejsce. Widoki za skrzypiącym, wiekowym oknem stanowią wystarczającą rekompensatę za niewygody. Właściciel jest miły i pomocny, chociaż ma akcent, który czasem trudno zrozumieć. A długie spacery jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Przydadzą się zwłaszcza miastowym, którzy wszędzie jeżdżą na co dzień autobusem lub własnym samochodem i prawie już zapomnieli, jak to jest dojść do celu dzięki sile nóg. Brak wygód uczy pokory i przypomina, że można żyć bez tych wszystkich drogich urządzeń. I, co więcej, można być bez nich całkiem zadowolonym z życia człowiekiem. Turystyka jest po to, żeby człowiek się rozwijał i nie stał w miejscu – dosłownie i w przenośni.

Wreszcie na szlaku

Cały rok ciężkiej pracy i nareszcie urlop? Nie ma co spędzać wakacji przed komputerem lub przed telewizorem. Za parę tygodniu znów trzeba będzie przecież wrócić do biura i prowadzić niezdrowy, siedzący tryb życia. Turystyka wakacyjna powinna wyglądać zupełnie inaczej. Żadnego leniuchowania na plaży, żadnego pluskania się w basenie. Czas wrócić na szlaki górskie i przypomnieć sobie, jakie piękne jest życie, kiedy się po prostu wędruje przed siebie. Wcale nie trzeba porywać się przy tym na ekstremalne wycieczki. Nie warto od razu ruszać w Himalaje ani nawet w Alpy czy w Tatry. Doskonale odpocząć można aktywnie także w Bieszczadach. Lekkie trasy, niezbyt strome szczyty i miłe wycieczki to coś, na co warto czekać cały rok, męcząc się w pracy z kolegami, klientami i biurokracją. To zupełnie inny świat. Dookoła spokój, zielono, bardzo naturalnie. Można iść przed siebie, zatrzymywać się w schroniskach lub na prywatnych kwaterach, pić mleko prosto od krowy i ruszać dalej. A po drodze spotyka się innych roześmianych turystów, z którymi można wspólnie zjeść posiłek, siedząc na przydrożnych kamieniach i wymieniając fantastyczne wrażania z podróży. Każdy szlak, każdy dzień wędrówki jest inny. A jeśli leży się na plaży, każdy dzień jest taki sam, monotonny i zlewający się we wrażenie bezruchu.

Ogniska przy gitarze

Każdy chyba pamięta ze swojego dzieciństwa, jak cudownie jest usiąść wieczorem przy ognisku. A nie ma na to lepszego miejsca od terenu bieszczadzkiego. Piękna przyroda, spokój, cisza. Można wyjąć gitarę i razem ze znajomymi śpiewać liczne piosenki, które pasują do tego klimatu. To wspaniały element wypoczynku w górach z przyjaciółmi. Można piec kiełbaski i chleb nad ogniskiem, a potem jeść je z musztardą i zachwycać się tak, jakby był to homar czy kawior z najdroższej restauracji w stolicy. No i te piosenki! Jest z czego wybierać. Wolna Grupa Bukowina i Stare Dobre Małżeństwo mają w swoim repertuarze mnóstwo utworów o uroku wędrówek po Bieszczadach. Człowiek czuje się jak prawdziwy tradycyjny turysta, gdy słucha tych piosenek. A jeszcze lepiej jest, kiedy sam je śpiewa, pokazując radość życia i docenienie miejsca, w którym się znalazł. Oczywiście, jeśli nie zna się wystarczająco wielu piosenek o Bieszczadach, może zaśpiewać znane z dzieciństwa szlagiery lub nawet aktualne radiowe przeboje. Najważniejszy jest klimat przyjaźni i wakacyjnej beztroski. Trzeba się posilić i trochę odpocząć przy ognisku, by następnego dnia znów ruszyć na szlak i doświadczyć tego wszystkiego, o czym śpiewało się wieczorem. Tego piękna, tej wolności, tej przygody. Trudno samemu opisać słowami takie emocje.

Wygoda płynąca z niewygody

Szukając miejsca na wakacyjny wypoczynek, ludzie skupiają się głównie na wygodach. Musi być koniecznie łazienka, duża przestrzeń, najlepiej też śniadanie do łóżka i wszystko w zasięgu kilkuminutowego spaceru. Wprawdzie jest to jakiś sposób na urlop, ale przez to człowiek oducza się samodzielności. Wszystko musi mieć podstawione pod nos. A obok niego jest mnóstwo tak samo leniwych ludzi z ich leżakami, tabletami i wygodami. Tymczasem lepiej wyjechać w Bieszczady i nie zważać na gwiazdki przy nazwie hotelu. Możliwe, że łazienka będzie na korytarzu i trzeba się nią będzie dzielić z turystami z piętra. Niekoniecznie elektryczność zawsze zadziała, więc nie da się całą noc ładować laptopa. Do najbliższego sklepu czasami trzeba będzie iść kilka kilometrów po chleb, żeby potem samodzielnie przygotować sobie śniadanie. Czasem obiad też trzeba ugotować, bo do restauracji kawał drogi. A jednak właśnie to mogą być wakacje życia. Bez wygód, za to z przygodami, spokojem, pięknymi widokami. Najważniejsze, żeby jechać tam świadomie, wiedząc, w co się człowiek pakuje. Niewygody mogą okazać się czymś całkiem znośnym, a plusy bieszczadzkiego pejzażu przeważą wszelkie niedogodności. Człowiek będzie samodzielny, a nie uzależniony od gadżetów. To dopiero coś, czym można się naprawdę pochwalić po urlopie.

Entuzjazm nie zastąpi doświadczenia

Wielu turystom wydaje się, że wystarczy tylko bardzo lubić góry i to już wystarczy do uprawiania porządnych wędrówek po szlakach. Jednak nawet w małych górach, na przykład w Bieszczadach, nie wystarczy entuzjazm, by uniknąć zagrożeń. Pewnie trudniej spaść z mało stromego szczytu, ale przecież i tu obowiązują odpowiednie obuwie, ubranie i dobry ekwipunek. Także w Bieszczadach podczas wyprawy może nagle rozpętać się burza lub można doznać udaru słonecznego, spacerując w upale. Dobry turysta powinien być przygotowany na różne ewentualności. Musi wiedzieć, co zabrać na wędrówkę i jak się zachować w razie problemów. Powinien wiedzieć, jaka pogoda jest dobra do wyjścia na szlak, jak się nie zgubić, jakie są oznaczenia i jak korzystać z mapy. Tymczasem ludzie sądzą, że jakoś to będzie, Bieszczady to przecież takie sympatyczne tereny, o których śpiewa się łagodne piosenki przy ogniskach. Ale wcześniej trzeba wiedzieć, jak takie ognisko rozpalić, żeby nie wywołać pożaru. A przed wyjazdem trzeba wiedzieć, jak działać, żeby nie zrobić krzywdy samym sobie i ludziom, których się zabiera na bieszczadzki szlaki. To dobrze, jeżeli ktoś ma zapał do tego rodzaju wędrówek. Sam zapał to jednak zdecydowanie za mało. Dla dobra swojego i bliskich trzeba dorzucić do niego jeszcze sporo wiedzy i umiejętności.

Wiele kultur w jednym miejscu

Coraz częściej świat przypomina jednolitą kulturowo masę. Najłatwiej jest udawać, że wszyscy są tacy sami, a globalizacja to jedyna opcja. Taki punkt widzenia ma zalety, czasem jednak tęskni się za różnorodnością, która wcale nie musi powodować konfliktów. Nie trzeba wcale wyjechać daleko, aby ją znaleźć. Na przykład Bieszczady, położone blisko granicy i mające bogatą historię, to teren przenikania się wielu kultur. Wciąż można tam zobaczyć zabytki sakralne związane z różnymi religiami. Można usłyszeć różne języki lub przynajmniej akcenty. To pozwala przypomnieć sobie, że zanim ludzie zaczęli upraszczać rzeczywistość, sprowadzając wszystko do jednego kulturowego mianownika komercji i technologii, było inaczej. Czasem warto brać to pod uwagę i jeździć w miejsca różnorodne. Od innych narodów można się wiele nauczyć, a w miejscach takich jak Bieszczady, gdzie ludzie różnych kultur żyją obok siebie, człowiek dowiaduje się, jak można porozumieć się z kimś bardzo odmiennym. Taka kulturowa turystyka wzbogaca bardziej niż spędzanie czasu w kurortach, gdzie ma się do czynienia jedynie z obsługą lub ludźmi podobnymi do siebie, mówiącymi tym samym językiem i zamożnymi w podobnym stopniu. Łatwo zapomnieć o trudnej historii i o złożoności świata, nie jest to jednak metoda, która pozwala żyć głęboko.

Czasem małe jest lepsze

Nie wszyscy muszą jeździć w Tatry. Nie ma dwóch zdań, że tamtejsze górskie szczyty zapierają dech w piersiach. Jednak tłumy turystów, dzieci ciągnięte przez rodziców na siłę nad Morskie Oko, masa fotografujących się na tle Giewontu ludzi, którzy tak naprawdę nic nie wiedzą o górach… To wszystko może zniechęcić do udania się kolejny raz w tatrzańskie rejony. Czasami lepiej wybrać opcję mniej spektakularną, ze znacznie niżej położonymi wierzchołkami, ale za to cieszyć się przyrodą i wędrówkami w spokoju. Dobrą propozycją dla osób znudzonych i zmęczonych tłumami na Krupówkach czy w Dolinie Pięciu Stawów wydają się Bieszczady. Tam też są góry, chociaż zdecydowanie mniejsze. Jest na co popatrzeć i można rozkoszować się zielonym pejzażem z każdej strony. Szlaki turystyczne nie są tak popularne, a przez to tak zatłoczone jak w Tatrach. Jeśli ktoś nie ma potrzeby wspinania się na wysokie szczyty, a po prostu kocha góry i przyrodę, to naprawdę powinien zastanowić się, czy Bieszczady nie mogłyby zastąpić Tatr w jego wakacyjnych lub weekendowych planach. Zamian czegoś większego na mniejsze wcale nie musi oznaczać rezygnacji z marzeń. Czasami to, co mniejsze, ma znacznie więcej uroku i inne zalety, które warto wziąć pod uwagę. Kto nigdy nie spróbował wyjazdu w Bieszczady, ten nie wie, co traci.

Nie zapomnieć o zapasach

Czasami turyści przyzwyczajeni do wygód, luksusowych hoteli i wypoczynku w kurortach pragną odmiany. Jada więc w jakieś miejsce, które kojarzy im się z prostym wypoczynkiem, na przykład wybierają gospodarstwo agroturystyczne albo jadą w Bieszczady. Zapominają jednak często, jak bardzo pobyt na wsi lub w Bieszczadach różni się od warunków, jakie wybierali dotychczas. Nie zabierają ze sobą potrzebnych rzeczy, a potem są zdziwieni, że nie mają różnego rodzaju sklepów parę minut od pensjonatu. A przecież gdyby stała tam galeria handlowa, to nikt nie szukałby w tym miejscu oderwania od cywilizacji. Turyści, a raczej ludzie nie do końca zasługujący na taką dumną nazwę, zaczynają narzekać, że nie mają gdzie kupić swoich ulubionych produktów spożywczych czy drogeryjnych. Rozpieszczeni życiem w wielkim mieście nie pomyślą nawet o tym, że przed wycieczką w Bieszczady powinni zrobić zapasy. Z reguły i tak jadą samochodem, więc co by im szkodziło zapakować więcej rzeczy do bagażnika? A tak, to jeżdżą – oczywiście także autem – do oddalonych o parę kilometrów sklepów, a po urlopie wracają do domu i narzekają, że musieli żyć w skandalicznych warunkach. Jeżeli ktoś nie jest przygotowany na życie z dala od cywilizacji, to niech wraca do kurortów lub chociaż przygotowuje się odpowiednio do podróży.

Dobre miejsce na wycieczkę

Wyjazd z młodzieżą to duża odpowiedzialność. Wiadomo, że uczniowie w pewnym wieku jeżdżą na wycieczki głównie po to, żeby wyrwać się spod opieki rodziców i próbować wykiwać nauczycieli. Młodzież przede wszystkim chce się porządnie upić, skoro jest szansa, by spędzić noc lub dwie poza domem. Ale istnieją miejsca, które lepiej niż inne nadają się na takie wycieczki, bo uniemożliwiają ekscesy. Wycieczka w Bieszczady, najlepiej w miejsce, gdzie zupełnie nie ma sklepów, zmusi uczniów do skupienia się na innych atrakcjach. Pozwoli wypocząć na łonie natury i oderwać się od komputerów. Trzeba tylko przypilnować, by uczestnicy wycieczki nie przywieźli używek ze sobą. Uczniowie na początku będą pewnie narzekać, że nie o taką wycieczkę im chodziło. Nie powiedzą wprost, czego chcieli, ale doświadczony nauczyciel i tak będzie wiedział, że udaremnił ich plany. Ale kto wie, może Bieszczady się młodzieży spodobają jako coś innego, niecodziennego? Po chwilowym rozczarowaniu, że nie ma szans na dużą zakrapianą alkoholem imprezę, może się okazać, że wszyscy są zadowoleni. I nauczyciele, którzy nie muszą się bać nieprzewidzianych wypadków, mając wszystko pod kontrolą, i uczniowie, którzy odkryją, że na piciu nie kończy się dobra turystyka. Istnieją inne atrakcje, trzeba tylko otworzyć się na pewne opcje.

Ucieczka od cywilizacji

Chyba każdy czasami chciałby chociaż na krótką chwilę uciec od głośnej, przytłaczającej cywilizacji. Porzucić wreszcie wszystkie liczne kłopoty, które czyhają na człowieka na co dzień, a potem cudownie oderwać się od obciążeń. Nie myśleć o rodzinnych i zawodowych trudnościach, tylko wreszcie skupić się przez moment na własnym wnętrzu, własnych potrzebach i emocjach. Niestety, w Polsce jest coraz mniej miejsc, które dawałyby takie możliwości. Właściwie wszędzie dotarła już technologia, co ma pewne zalety, ale nie osób szukających ciszy i spokoju. Na szczęście wciąż jeszcze można wyjechać w Bieszczady. Mimo upływu lat tam zmienia się niewiele, więc nadal możliwy jest kontakt z naturą, wyjście w plener i korzystanie z uroków przyrody. W Bieszczadach wciąż da się uprawiać taką prawdziwą turystykę, a nie tylko wylegiwanie się w luksusowym hotelu z telefonem komórkowym, jakby tak naprawdę nigdy nie wyjechało się z domu. Zamiast spędzać czas dokładnie tak, jak u siebie, lepiej odpoczywać inaczej, bo tylko wtedy zyska się poczucie, że wyjazd ma sens. Dlatego Bieszczady to nie opcja dla wygodnickich i leniwych podróżników, ale dla osób, które nie zapomniały, jak ma się zachowywać prawdziwy turysta. Takich osób jest jednak coraz mniej – podobnie jak miejsc, w których dobrze by się one czuły.